piątek, 28 maja 2010

Nic śmiesznego

Co da ekshumacja zwłok z płockiego cmentarza. Jeśli się okaże, że są to zwłoki Krzysztofa O., dowiedzione zostanie, co i tak wiadomo. Że działania organów ścigania, chciałoby się wierzyć, że tylko poprzez zwykłe niechlujstwo, pozostawiały wiele do życzenia. Te kilka procent szans, że są to inne zwłoki udowodni coś zupełnie przeciwnego. Że działania w tej sprawie były nad wyraz precyzyjne i, że można w Polsce zrobić wszystko, jeśli ma się tylko odpowiednią władzę. Jak w komunie. Trudno będzie nie uwierzyć, że ktoś sterował całą sytuacją układając misternie wszystkie klocki w jedną wielką mistyfikację, a wszelkie teorie spiskowe będą uzasadnione. Straszne. Jakie potężne bowiem siły musiałyby kierować wydarzeniami? Czy rację miał jeden ze skazanych, mówiąc po ogłoszeniu wyroku, że proces był jednym wielkim kłamstwem? Bo w sprawie Krzysztofa O. oprócz ekshumacji było już chyba wszystko. „Krew na mundurach”, rezydenci obcych wywiadów, długi, przekupstwo, podejrzany handel na ogromną skalę, dymisje ministrów, na koniec zwykła gangsterka i tajemnicze śmierci skazanych. Nawet próbowano, nieładnie mówiąc, umoczyć dziennikarza, który na szczęście dla mediów i dla siebie wyszedł z kłopotliwej sytuacji z tarczą i uniewinniającym wyrokiem w ręku. Jeśli do tego dodać zeznania byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego złożone przed „hazardową” komisją śledczą, od których uwaga nieco zostało odwrócona ekshumacją, a które rzucają cień na obecnego premiera, naprawdę wieje grozą i nie ma w tym wszystkim nawet odrobiny czegoś śmiesznego.
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 26 stycznia 2010 r.

wtorek, 25 maja 2010

Jaja w skorupkach

Powaliła mnie nazwa produktu na półce jednego z hipermarketów w Płocku. Obok najzwyklejszych jaj, mniejszych lub większych, w oczekiwaniu na klientów leżały sobie obok „jaja w skorupkach”, jak nazwał swój towar producent. Co za luksus! Może ze względu na te skorupki jaja były droższe, bo kosztowały aż 53 grosze za sztukę. Generalnie jednak, poza nazwą, niczym się nie różniły od jaj „z żółtym żółtkiem”, itd.
Z wyjaśnieniem pospieszył mi obyty w świecie znajomy, który bardziej na zachód Unii Europejskiej widział w sprzedaży jaja bez skorupek. Po prostu, ofoliowane, gotowe do wrzucenia na patelnię. Myślę sobie, że te jaja bez skorupek to takie przygotowanie polskiego, płockiego konsumenta, do czekających go nowości.
Podobnie wójt Bielska Józef Jerzy Rozkosz wydaje się przygotowywać swoich wyborców. Na spotkaniu z mieszkańcami Ciachcina zapytany, dlaczego nie odśnieżono wszystkich dróg w gminie wyjaśnił, że woli teraz ucierpieć na wizerunku by zaoszczędzić na przyszłe inwestycje, które poprawią jakość życia w okolicy.
No i dobrze! Niech gmina oszczędza i niech się lepiej żyje jej mieszkańcom w przyszłości! Gorzej, jak oszczędności robi (i tu przytyk niekoniecznie do gminy Bielsk) firma, której za utrzymanie dróg płaci się ryczałtem, a nie wyjeżdżając do odśnieżania, jej właściciel oszczędza na własne, prywatne inwestycje. A sąsiedzi wszystko widzą.
Również to, że za oszczędności na odśnieżaniu w gminie Bielsk, zapłacił swoim nadludzkim wysiłkiem pewien jej mieszkaniec, który trzy dni przekopywał się z własnej posesji do cywilizacji (czytaj: odśnieżonej drogi). Rozkosznie mu na pewno nie było.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 19 stycznia 2010 r.

środa, 19 maja 2010

Na zamku w Raciążu

Zatrwożeni niebezpieczeństwem powodzi mieszkańcy nadwiślańskich terenów mogą być nieco zdezorientowani ostatnimi doniesieniami prasy. Jedni piszą, że lepiej jak mróz przytrzyma, drudzy, że wyższe temperatury pomogą w walce z żywiołem. Znajomy szef jednego z antykryzysowych sztabów, mówi jednak, że sytuacja zmienia się tak szybko, że racja jednych, albo drugich jest tylko chwilowa.
Podobnie jest z oceną sytuacji na drogach. W czwartek płocczanie byli mile zaskoczeni, gdy po obfitych nocnych opadach śniegu, rano już bez problemu po czarnych drogach mogli dostać się do pracy, szkoły, przedszkola, czy żłobka. Gorzej było w sobotę (na szczęście wolną), gdy wiele miejscowości w powiecie zostało odciętych od świata. Powołane do odśnieżania przez wójtów lokalne służby nie dały rady w walce ze śniegiem, a pomocy znikąd.
Całej sytuacji bezradnie przyglądali się w paru miejscach strażacy, którzy choć dysponowali odpowiednim sprzętem, nie bardzo mieli na paliwo. Z zazdrością pozostało im oglądać filmik w Internecie, jak swoim mieszkańcom pomagają w odśnieżaniu strażacy z Raciąża. Burmistrz z wójtem na zamku w Raciążu uradzili bowiem, że w takich sytuacjach odpalą parę grosiaków strażakom za zużyte paliwo. Ale to już inny powiat. Tak blisko, a tak daleko...
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 12 stycznia 2010 r.