Co da ekshumacja zwłok z płockiego cmentarza. Jeśli się okaże, że są to zwłoki Krzysztofa O., dowiedzione zostanie, co i tak wiadomo. Że działania organów ścigania, chciałoby się wierzyć, że tylko poprzez zwykłe niechlujstwo, pozostawiały wiele do życzenia. Te kilka procent szans, że są to inne zwłoki udowodni coś zupełnie przeciwnego. Że działania w tej sprawie były nad wyraz precyzyjne i, że można w Polsce zrobić wszystko, jeśli ma się tylko odpowiednią władzę. Jak w komunie. Trudno będzie nie uwierzyć, że ktoś sterował całą sytuacją układając misternie wszystkie klocki w jedną wielką mistyfikację, a wszelkie teorie spiskowe będą uzasadnione. Straszne. Jakie potężne bowiem siły musiałyby kierować wydarzeniami? Czy rację miał jeden ze skazanych, mówiąc po ogłoszeniu wyroku, że proces był jednym wielkim kłamstwem? Bo w sprawie Krzysztofa O. oprócz ekshumacji było już chyba wszystko. „Krew na mundurach”, rezydenci obcych wywiadów, długi, przekupstwo, podejrzany handel na ogromną skalę, dymisje ministrów, na koniec zwykła gangsterka i tajemnicze śmierci skazanych. Nawet próbowano, nieładnie mówiąc, umoczyć dziennikarza, który na szczęście dla mediów i dla siebie wyszedł z kłopotliwej sytuacji z tarczą i uniewinniającym wyrokiem w ręku. Jeśli do tego dodać zeznania byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego złożone przed „hazardową” komisją śledczą, od których uwaga nieco zostało odwrócona ekshumacją, a które rzucają cień na obecnego premiera, naprawdę wieje grozą i nie ma w tym wszystkim nawet odrobiny czegoś śmiesznego.
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 26 stycznia 2010 r.
