środa, 30 września 2015

Los magnata

Witam,

Ponownie, by "czas nie zaćmił" (oj, coś chyba się powtarzam), umieszczam w poście mojego nieaktualnego witacza, którego, pełen optymizmu, umieściłem tu w 2011 roku. Niestety, podzieliłem los płockich "magnatów prasowych" i dziś nie jestem już wydawcą "Sportowca Płockiego". Dziś nie ma już "Sportowca Płockiego". Widzę jednak, że pomysł się spodobał niektórym i kibicuję jego realizacji na innym portalu, szczerze życząc powodzenia.

No cóż a było tak optymistycznie:

"A miało być inaczej i... jest inaczej"

W końcu przyszło mi zadebiutować w roli wydawcy. Akurat w Płocku ta profesja nie budzi wielu pozytywnych skojarzeń, jak również poza Płockiem trzeba czasem odbudowywać pozytywny image tego zawodu. A może (odpukać) podzielę los płockich "magnatów" prasowych...


Do nowych wyzwań podchodzę jednak z optymizmem, licząc że dziedzina, na której się skupiam obecnie ma przed sobą świetlaną przyszłość. Postaram się bardziej aktualnie uzupełniać teraz tego bloga swoimi felietonami, tym razem ze "Sportowca Płockiego".



Do zobaczenia!

czwartek, 12 maja 2011

Czas wygrywania

Trzeba uchylić czoła przed piłkarzami ręcznymi Orlen Wisły, którzy w przysłowiowej jaskini lwa pokonali Vive Targi Kielce, przełamując blisko dwuletnią passę zwycięstw rywali na krajowym podwórku. Mimo, a może właśnie dlatego, że dwa tygodnie wcześniej płocczanie w swojej arenie doznali druzgocącej klęski w finale Pucharu Polski.

Wychodzenie z „czarnej głębokiej dziury”, używając nomenklatury trenera Larsa Walthera, staje się udziałem również piłkarzy nożnych Wisły. Dwa zwycięstwa odniesione w cztery dni diametralnie zmieniły sytuację i nastroje w klubie z ulicy Łukasiewicza. Niezadowolenie zawodników, zakończone niemalże ich buntem, stłumionym jednak w zarodku dzięki determinacji trenera i władz klubu, zamieniło się, w atmosferę radości ze zwycięstw, tworzenia kolektywu, śpiewów w szatni po meczu.

Choć przełykając gorzką pigułkę, że zespół jednak gra w dawnej trzeciej lidze, po ostatnich wynikach również i kibice mogą chodzić z głową do góry, mimo, że nazwy pokonanych rywali, z całym dla nich szacunkiem, na nikim w piłkarskim światku nie robią wielkiego wrażenia. Sukces jednak powrócił do Grodu Krzywoustego.

Nie należy jednak popadać w euforię. Sygnał ostrzegawczy wysłały już Azoty Puławy przegrywając w Płocku zaledwie jedną bramką w pierwszym meczu fazy play-off PGNiG Superligi. Oby tylko takie sygnały przyniosły najbliższe potyczki nożnych z zespołami z czuba tabeli. Jako kibice, wierzymy, że się uda. Pozwalając sobie na chwilkę euforii, wyrażamy przekonanie, że uda się odnieść sukces z Vive w tym sezonie i awansować do pierwszej ligi piłkarzy nożnych.

Inne dyscypliny zostały nieco zmrożone informacją o drobnych, ale jednak cięciach dotacji z budżetu miasta Płocka. Choć wszyscy i tak są wdzięczni za sumy, które zostały przekazane na działalność ich klubów. Znane są ograniczenia finansowe samorządów, włodarze miasta przekazując pieniądze na sport zawsze będą narażeni na ataki ze strony bardziej potrzebujących.

Na szczęście głównie młodzi sportowcy nie ustają w odnoszeniu sukcesów na szczeblu ogólnopolskim – patrz: lekkoatletyka, sztuki walki i tenis stolowy. Pojawia się jednak pytanie o model finansowania innych dyscyplin sportu, nie tak popularnych jak piłka nożna i na na takim poziomie, jak piłka ręczna. Jak na razie, ciężar finansowania młodych sportowców spoczywa głównie na rodzicach i w wielu przypadkach na społecznej pracy trenerów, przed którymi trzeba chylić czoła, bo wcale nie muszą tego robić.

Można się jednak pocieszyć myślą, że czasem jak jest gorzej, albo bardzo źle, to potrafimy się zmobilizować, jak piłkarze ręczni i nożni w ostatnich tygodniach i sukces jednak odnieść by nawet przez chwilę ale było nam lepiej!

Rafał Wereszczaka

Sportowiec Płocki, nr 2/2011 kwiecień 2011 r.

wtorek, 3 maja 2011

Nasza pasja

Miesięcznik „Sportowiec Płocki” powstał z zamiłowania do sportu i dziennikarstwa. Sportem zajmujemy się w różny sposób od ponad trzydziestu lat, dziennikarstwem nieco krócej. Wydawanie „Sportowca Płockiego” pozwoli kontynuować nasze życiowe pasje, ale co najważniejsze, mamy nadzieję, przyczynić się do promocji uprawiania sportu w Płocku i okolicach, co stawiamy sobie za główny cel. Że w zdrowym ciele zdrowy duch i sport to zdrowie, nikogo przekonywać nie trzeba.


W sporcie płockim, praktycznie w większości dyscyplin, dzieje się wiele na różnych szczeblach rozgrywek, w różnych kategoriach wiekowych, na różnym poziomie. Obok profesjonalnych sekcji, jest tu bowiem sporo zapaleńców, którzy na wszelkie możliwe sposoby oddają się swoim sportowym pasjom, przeważnie skutecznie zarażając innych. Swoje łamy oddajemy właśnie im – sportowcom, trenerom, działaczom oraz promotorom sportu.


Chcemy razem z nimi przeżywać sukcesy, starać się pomagać w rozwiązywaniu problemów, których, niestety, nie brakuje. Będziemy też z nimi w trudnych chwilach, bo w sport, tak samo jak sukcesy, wpisane są i porażki. Jednakże na łamach „Sportowca Płockiego” znajdzie miejsce tylko konstruktywna krytyka.


Mamy nadzieję relacjonować niebawem awans do pierwszej ligi piłkarzy nożnych Wisły Płock, czy udane występy w fazie play-off szczypiornistów spod znaku Orlenu Wisły Płock. Ale nie będziemy koncentrować się jedynie na tych dwóch sekcjach i dyscyplinach. Bo sport płocki to o wiele, wiele więcej. Nie będziemy może wymieniać wszystkich dyscyplin uprawianych w Płocku, dość wspomnieć, że naliczyliśmy ich ponad trzydzieści i dla wszystkich znajdzie się miejsce na łamach„ Sportowca Płockiego”.


Nie sposób jednak wszystkich zmieścić na raz, choć będziemy do tego dążyć wraz z rozwojem czasopisma. Jeżeli zabraknie informacji o jakimś sukcesie płockich sportowców, nie będzie to świadczyło, że sukces jest bez znaczenia, czy nas nie obchodzi. Obchodzi i to bardzo i ma dla nas conajmniej takie znaczenie, jak dla sportowca płockiego, który ten sukces osiągnął! Dlatego z pewnością do niego wcześniej czy później nawiążemy, czy o nim napiszemy.


Przy tym wszystkim nie będziemy pomijać w nazwach drużyn, czy przy nazwiskach zawodników marek ich sponsorów. Bo bez mecenasów, którzy niejednokrotnie łożą niebagatelne sumy na sport, dzisiejszy wyczyn praktycznie nie istnieje. Wszystkim zaś reklamodawcom, którzy zdecydują się promować za naszym pośrednictwem swoje usługi lub towary, oferujemy wartość dodaną, jaką uzyskają przy zakupie niewątpliwie towaru, jakim jest reklama w „Sportowcu Płockim”. Ogłaszając się w naszym miesięczniku wpierają bowiem jednocześnie rozwój lokalnego sportu. Dla sponsorów sportowców i drużyn oferujemy specjalne rabaty.


Zapraszamy zatem do współpracy wszystkie środowiska, którym na sercu leży dobro płockiego sportu, mocno dopingując ich i siebie. Do boju!


Rafał Wereszczaka

"Sportowiec Płocki" nr 1, marzec 2011

Niespełnione obietnice...

Zmieniłem "witacza" na moim blogu, aby jednak "czas nie zaćmił i niepamięć", zostawiam go poniżej. Oczywiście, obietnicy, choć do polityki mi daleko i politykiem nigdy nie byłem, nie spełniłem...

"Witam. Zaniedbałem nieco tego bloga. Cóż, organizacja redakcji od podstaw, pierwsze miesiące kształtowania zespołu redakcyjnego i wydawania nowego tytułu zawsze są czaso i pracochłonne, zwłaszcza, gdy robi się to przy niewielkich nakładach sił i środków. Miałem uzupełniać stronę na bieżąco moimi felietonami z Expressu Płockiego, ale zabrakło już na to czasu.

Teraz czas jest, za to Expressu brak, bowiem po pół roku intensywnej pracy przyszło mi się pożegnać z redakcją. Na ten moment proponuję taką zabawę, że systematycznie będę uzupełniał bloga felietonami, a na koniec przygotuję niespodziankę, która zapewne wszystkim wyjaśni o co biega...

Zapraszam do lektury!"

wtorek, 13 lipca 2010

Układy na Górze

Skąd władze miasta wiedziały, że gdy uruchomią stok narciarski w 2010 roku trafią na tak idealną pogodę do uprawiania sportów zimowych w Płocku, jaką akurat mamy? Nie ma siły, muszą mieć poparcie tzw. Góry, bo strzał był w dziesiątkę. Aż szkoda, że jak dotąd, z inwestycji wyszła taka klapa, jak wyszła, a płocczan zbadano na okoliczność, co bardziej poprawi ich byt i samopoczucie – stok, hala sportów walki czy aqua park.
Tak, tak. Szumne zapowiedzi budowy stoku w okolicach płockiej Grabówki zakładały, że powstanie on najpóźniej w 2010 roku. Że stoku nie ma, winny oczywiście brat Ramzesa – Kryzys. Wyobraźmy sobie jednak, jak płynęłyby pieniążki z zimowego interesu i głosy w wyborach na miłościwie panujących, gdyby stok w tym roku już był. Zwłaszcza z poparciem „Góry”. A może za inwestycję wzięłaby się, któraś z okolicznych gmin. Górek gdzieniegdzie w okolicy, wbrew pozorom, nie brakuje i to dłuższych jak trzystumetrowe. Projekt już jest, można kupić w Płocku. Ale niekoniecznie.
Na przykład do Unisławia (pomiędzy Toruniem a Bydgoszczą), gdzie prywatna inicjatywa postawiła i uruchomiła bez żadnych wielkich prac ziemnych zaledwie średniej długości wyciąg, tłumy ciągną nie tylko w weekendy, ale i w normalne popołudnia. Podobnie jest pod Kielcami. Wyciągi wokół Łysej Góry trudno zliczyć. Ale to już są „góry”. Dlaczego wspominam akurat o tych miejscach? Bo nie licząc warszawskiej (nie) szczęśliwickiej górki, jest tam z Płocka najbliżej. Tych narciarzy, których z powodu kryzysu nie stać nawet na takie wycieczki pozostaje obejście się smakiem na widok takich ilości śniegów. No i głosowanie na... stok!
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 9 lutego 2010 r.

środa, 2 czerwca 2010

Bez bojkotu

Nie ma co przesadzać z tym bojkotem łososi norweskich i nie kupowaniem paliw na stacji Statoil. Sędziowie zawsze prezentują różny poziom i nie można wszystkiego na nich zwalać, co w mieście szczypiorniaka, jakim jest Płock, wielu wie. Eksperci wiedzą też, że nie zawsze trzeba wierzyć w to co mówi komentator (nie tylko sportowy – vide: felieton poniżej), a do zdobywania mistrzowskich tytułów potrzeba wszystkich elementów gry. W piłce ręcznej na najwyższym szczeblu, jak widać bez kontrataków i skrzydeł się nie wygra, o czym przekonała się boleśnie reprezentacja Polski Bogdana Wenty. Co z tego, że wymienione elementy zagrały w drugiej połowie meczu z Islandią, jak i tak było to za późno nawet by zwyciężyć w małym finale i zdobyć brązowy medal. Nad czym szczerze ubolewa niżej podpisany.
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 2 lutego 2010 r.

piątek, 28 maja 2010

Nic śmiesznego

Co da ekshumacja zwłok z płockiego cmentarza. Jeśli się okaże, że są to zwłoki Krzysztofa O., dowiedzione zostanie, co i tak wiadomo. Że działania organów ścigania, chciałoby się wierzyć, że tylko poprzez zwykłe niechlujstwo, pozostawiały wiele do życzenia. Te kilka procent szans, że są to inne zwłoki udowodni coś zupełnie przeciwnego. Że działania w tej sprawie były nad wyraz precyzyjne i, że można w Polsce zrobić wszystko, jeśli ma się tylko odpowiednią władzę. Jak w komunie. Trudno będzie nie uwierzyć, że ktoś sterował całą sytuacją układając misternie wszystkie klocki w jedną wielką mistyfikację, a wszelkie teorie spiskowe będą uzasadnione. Straszne. Jakie potężne bowiem siły musiałyby kierować wydarzeniami? Czy rację miał jeden ze skazanych, mówiąc po ogłoszeniu wyroku, że proces był jednym wielkim kłamstwem? Bo w sprawie Krzysztofa O. oprócz ekshumacji było już chyba wszystko. „Krew na mundurach”, rezydenci obcych wywiadów, długi, przekupstwo, podejrzany handel na ogromną skalę, dymisje ministrów, na koniec zwykła gangsterka i tajemnicze śmierci skazanych. Nawet próbowano, nieładnie mówiąc, umoczyć dziennikarza, który na szczęście dla mediów i dla siebie wyszedł z kłopotliwej sytuacji z tarczą i uniewinniającym wyrokiem w ręku. Jeśli do tego dodać zeznania byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego złożone przed „hazardową” komisją śledczą, od których uwaga nieco zostało odwrócona ekshumacją, a które rzucają cień na obecnego premiera, naprawdę wieje grozą i nie ma w tym wszystkim nawet odrobiny czegoś śmiesznego.
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 26 stycznia 2010 r.