sobota, 27 marca 2010

Las Mała Wieś

Ponieważ prezydent podpisał przyjętą w ekspresowym tempie ustawę hazardową, proponuję rozpocząć już dyskusję nad jej nowelizacją. Od razu się przyznam, że jestem pod mocnym wpływem lobbystów. Mieszkańców zapomnianych miasteczek oraz mniej lub bardziej anonimowych hazardzistów.
Otóż powstał taki pomysł, by bez przewracania nowej ustawy do góry nogami, wyznaczyć w każdym powiecie, albo województwie najbiedniejszą gminę, w której hazardowi będzie można poświęcać się bez ograniczeń i wybudować tam kasyna z prawdziwego zdarzenia. W pozostałych miejscach hazardu zabronić. Wzorem kraju Wielkiego Brata zza oceanu.
Tam generalnie hazard jest zabroniony (trudno to uwierzyć, ale to fakt) poza dwoma enklawami. Nazywają się Las Vegas i Antlantic City. Co piątek ciągną do tych miejsc pielgrzymki hazardzistów by do woli i bez ograniczeń oddawać się swojemu nałogowi.
Pod Płockiem takie Las Vegas można by zorganizować np. w Bulkowie. Albo nie, Bulkowo już swoją szansę i kasę z Banku Światowego oraz urzędu marszałkowskiego dostało. Jak z niej skorzystało ustala teraz prokuratura. Proponuję zatem pobliską Małą Wieś, lub Bodzanów. Tam napływ kapitału jest jak najbardziej pożądany, mieszkańcy aż piszczą z bezrobocia.
I jest miejsce na nową osadę Las Mała Wieś, np. na terenach po zamkniętej cukrowni. Jakoś mieszkańcom tamtych rejonów nie przypadła do gustu propozycja zbudowania elektrowni wiatrowych, może na hazard się zgodzą. Urząd marszałkowski środków unijnych nie poskąpi na inwestycje, które z pewnością przyciągną przemysł rozrywkowy, hotelowy, restauracyjny i pokrewne przyczyniając się do rozwoju obszarów nie tylko wiejskich w gminie, jak nie wiadomo co, a i hazardziści będą ukontentowani.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 8 grudnia 2009 r.

piątek, 26 marca 2010

(Nie) wdzięczność gladiatorów

Politycy lubią sport, ale sport niekoniecznie lubi polityków. Przekonali się o tym już starożytni Rzymianie. Władcy Rzymu, szczególnie Kaligula i Neron, uwielbiali walki gladiatorów. Hasło Panem et circenses! – stało wytyczną polityki wewnętrznej imperium. Gladiatorzy jakoś szczególnie się cesarzom za to nie odwdzięczyli. Szczególnie Spartakus wywołując kolejne powstania. W końcu osłabione państwo rzymskie nie obroniło się przed Wandalami oraz innymi plemionami i... przeszło do historii.
Władzom Płocka uwielbienie dla sportu odbija się może jeszcze nie potężną, ale już czkawką. Po ponad dwóch latach od przejęcia przez miasto Wisły Płock, piłkarze osiągnęli najgorszy wynik od dwudziestu paru lat. Nie odwdzięczyli się za przygarnięcie ich pod bezpieczny parasol. Piłkarze ręczni, którzy mieli sprawić, by Płock zyskał miano solidnej światowej handballowej marki, również zawodzą. Niektórzy nawet buntują się niczym gladiatorzy!
Dyskusje na forum Rady Miasta nie poprawiły sytuacji. Zresztą, gdyby tak się stało, mielibyśmy w Płocku do czynienia z cudem! Ręczne sterowanie ratusza, nerwowe ruchy podejmowane pod wpływem chwilowych emocji zaowocowały tylko tym, że trener światowej klasy w końcu wypiął się robotę w atmosferze płockiego piekiełka i to mimo całkiem solidnej, nawet jak na warunki europejskie pensji. Wybuchł skandal o skali niemalże międzynarodowej!
Tylko patrzeć, jak wypnie się na szczypiornistów również sponsor strategiczny, który już w tej chwili mniej lub bardziej głośno mówi, że nie chce dawać pieniędzy na piłkę kopaną, bo miernoty i podejrzanego PZPN popierać nie chce!
Prezydencie Milewski! Zastępco Kubera! Zajmijcie się panowie polityką, rozwojem sportu na poziomie młodzieżowym. Wychodzi wam raczej dobrze. Sport na poziomie profesjonalnym zostawcie zawodowcom! Póki jest jeszcze na to czas, a współcześni Wandalowie daleko.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 1 grudnia 2009 r.

wtorek, 16 marca 2010

Pawlak correct

Cechą polityków - mniej lub bardziej wielkich - jest zdolność uczenia się. Dawno temu myśliciel stwierdził, że cechą ludzką jest błądzić, rzeczą głupców trwać w błędzie. Zadziwia edukacja, jaką, czasem w błyskawicznym tempie, przechodzą politycy.
Niegdyś płocki magnat prasowy, obecnie wicepremier Waldemar Pawlak, potrafi dziś mówić nie tylko z sensem, ale i ciekawie, w dodatku wtrącając bardzo modne amerykanizmy. Przypadkiem widziałem w telewizorze pewną jego trendy wypowiedź o pomocy państwa dla upadających spółek, że według Komisji Europejskiej wcale nie musi być taka pomoc politycznie correct (prawidłowa). Cieszyć się należy, że wiedza ta jest wreszcie w posiadaniu kolejnego ministra gospodarki rządu RP. A jeszcze nie tak dawno profesor Jerzy Bralczyk pokazywał swoim studentom dziennikarstwa (a może wciąż pokazuje?) nagranie wideo z poprzedniego stulecia, pierwszego expose premiera Pawlaka, aby uświadomić im jakich błędów nie powinni popełniać mówcy. Dziś z wicepremiera, może być dumna popularna płocka „Siedemdziesiątka”, gdzie zdobywał edukację, choć jego nauczycieli już raczej w tej szkole nie ma.
Miałem, przyjemność, zaszczyt (niepotrzebne skreślić) przeprowadzić jeden z pierwszych wywiadów radiowych, jakich udzielił, jeszcze wtedy stacji nadającej bez koncesji, niegdysiejszy marszałek Senatu, dziś też marszałek, ale województwa Adam Struzik. Nie pamiętam, kto był bardziej przerażony. Czy niżej podpisany, czy marszałek i kto więcej się jąkał. Dość powiedzieć, że chyba obaj nie smucimy się, że nagranie nie przetrwało (a może?).
Niedawno, przy okazji otwarcia jakiejś tam drogi, marszałek Struzik zapewnił, że od dwudziestu lat przyzwyczajony jest do złośliwości dziennikarzy i nie robią one już na nim większego wrażenia. Edukację, bolesną (ok. 100 tys. złotych) w przypadku jednej z podpłockich gmin, przeszedł też, jeśli chodzi o gospodarowanie środkami unijnymi. Kiedy podpisuje decyzje o przyznaniu kolejnych brukselskich pieniędzy dla gmin w regionie, za każdym razem już zwraca uwagę, że nie jest sztuką uzyskać środki unijne, czy pomocowe. Sztuką jest się z nich rozliczyć, co polecam uwadze beneficjentów, będących dziś niewątpliwie politycznie correct.
Oby takimi pozostali.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 24 listopada 2009 r.

poniedziałek, 15 marca 2010

Pięć minut Goślic i Ciółkowa

Myślę, że gdyby nie podwójne otwarcie drogi, pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się miejscowościami Goślice i Ciółkowo (odpowiednio w gminach Bielsk i Radzanowo). A tak nawet Krzysztof Daukszewicz (dla młodzieży podpowiedź, satyryk, bard lat 80.), który mimo przejechania, jak twierdzi, dwóch milionów kilometrów po polskich drogach, nigdy nie trafił na wojewódzką 568, kilkakrotnie w porze wzmożonej oglądalności z trudem, ale wymówił nazwy obu miejscowości.
Co więcej, drugie oficjalne otwarcie drogi, w przeciwieństwie do pierwszego, wzbudziło niezwykłe zainteresowanie dziennikarzy. Przybył nawet wóz transmisyjny popularnej stacji telewizyjnej wraz z dziennikarzem z pierwszej dwudziestki najpopularniejszych w Polsce. Konferencja prasowa w płockiej prokuraturze na temat umorzenia śledztwa w którym występował europoseł Zbigniew Ziobro takiego zainteresowania na przykład nie wzbudziła.
Tymczasem podczas uroczystości w Goślicach nie zabrakło płomiennych przemówień. Szczególnie jednego krytykującego dziennikarzy, którzy za „jedną złotówkę więcej” za sprzedany egzemplarz gazety próbują robić sensację. Podczas uroczystości podszedł do mnie były pracownik wydziału propagandy Komitetu Wojewódzkiego (PZPR w Płocku) i nie krył wzruszenia, że wracają chyba stare dobre czasy. Ale to tak na marginesie.
Tak czy inaczej, brawo służby prasowe urzędu marszałkowskiego, które umyślnie, czy nie, ale potrafiły zainteresować gawiedź otwarciem, podrzędnej w sumie drogi i to nie koniecznie nowo wybudowanej, a jedynie zmodernizowanej! Na zupełnie przeciwnym biegunie są np. służby prasowe Urzędu Miasta Płocka, pod kierownictwem już nie powiem kogo, które, gdyby nie wzmożona dociekliwość gryzipiórków w życiu nie poinformowałyby o otwarciu dużo ważniejszych od DW568 dojazdów do mostu Solidarności w Płocku.
Rafał Wereszczaka
PS. Opinie wyrażone w niniejszej rubryce, niekoniecznie muszą być zgodne ze zdaniem wydawcy Expressu Płockiego (poniżej).
Express Płocki, 17 listopada 2009 r.

czwartek, 11 marca 2010

Dyrektorowi się nie podoba

Przypadkowo spotkany przeze mnie dyrektor miejski wyraził zdanie, że mu się nie podoba to co napisaliśmy o nim kilka tygodni temu. – Napisaliśmy nieprawdę? – zapytałem. – Nie – odpowiedział dyrektor. - Napisaliście prawdę, ale mi się nie podoba, że piszecie o moich prywatnych inicjatywach – dodał urzędnik.
Cóż sielanka się skończyła, można by rzecz. Jak się jest urzędnikiem pewnej rangi z pensją opłacaną z pieniędzy podatników trzeba pamiętać, że również prywatne inicjatywy mogą interesować mieszkańców, potencjalnych wyborców, nie mówiąc o dziennikarzach. Taki dyrektor powinien się nawet cieszyć, że ulica się nim interesuje, a nie np. organa ścigania.
Nie rozmawiajmy jednak o gustach, bo jednemu może się podobać pewien styl pisania innemu nie, bo tak trzeba traktować wypowiedź dyrektora i wcale się nie obrażać, bo tak jak prasa ma prawo krytykować, tak i prasę też można opisać. Dobrze, żeby komunikacja działała w obie strony. Teraz czekamy na nie prywatne inicjatywy dyrektora, o których z pewnością napiszemy i jeśli będą pozytywne, to oczywiście pozytywnie.
Z drugiej strony coś mi się jednak wydaje, że ludzie życia publicznego w Płocku i w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od zegara na wieży ratuszowej odzwyczaili się od jakiejkolwiek, nawet delikatnej krytyki. Niesamowite! Gdzie jest jeszcze takie drugie miejsce w Polsce?
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 10 listopada 2009 r.

środa, 10 marca 2010

Sok z Kentucky

Tym razem nie będzie o Grodeckiej. Ale o Elżbiecie Gapińskiej, płockiej radnej, której tok myślenia przypomina mi pewnych producentów soku pomidorowego ze stanu Kentucky (USA),którzy uważali, że za pieniądze można wszystko.
Otóż ci producenci wybrali się ponoć swojego czasu do papieża, prosić go o zmianę słów modlitwy „Ojcze nasz...” Chcieli tylko dodania kilku słów, tak by modlitwa ostatecznie brzmiała „Chleba naszego powszedniego i soku pomidorowego z Kentucky, daj nam Panie”. Oczywiście papież grzecznie wyprosił rzeczonych producentów za drzwi. Oni jednak długo nie dawali za wygraną i w Watykanie zjawili się jeszcze kilka razy proponując w zamian coraz wyższe, idące w miliony dolarów, datki na Kościół „tylko” za trzy słowa w modlitwie. W końcu, nieukontentowani dali spokój, a jeden z nich tylko westchnął: - To ile musieli dać piekarze?
Firma BIT z Poznania, za - nie bagatela – pół bańki, zbadała układ komunikacyjny Płocka. Wniosek z końcowego raportu brzmiał, że jednym ze środków udrożnienia miasta byłby tramwaj. I ten wniosek wzbudził zainteresowanie radnej Gapińskiej. Podczas sesji Rady Miasta domagała się od przedstawiciela firmy BIT, jasnej deklaracji, czy ktoś sugerował firmie umieszczenie tramwaju we wnioskach, czy była to własna inicjatywa specjalistów od ruchu. Myślę, że firma, która działa od kilkunastu lat i podobnych projektów wykonała ponad dwie setki, na takie sugestie, nawet gdyby zaistniały, pozostaje niewrażliwa. Inaczej niewrażliwi na jej ofertę byliby inni klienci. A może nie?

Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 3 listopada 2009 r.

poniedziałek, 8 marca 2010

Express zmienia

Zaczęło się od schodów w Biedronce w Sierpcu. Po publikacji w Expressie, przypadkiem czy nie, zostały naprawione. Dwunastoosobowej rodzinie Szambelanów z Koszelówki podłączono prąd, do pani Elżbiety z gminy Bielsk dotarły już trzy transporty z pomocą od Czytelników dla niej i sześciorga dzieci, które samotnie wychowuje. Z ogromnym i niespotykanym oddźwiękiem, przechodzącym wszelkie oczekiwania, spotkał się także ostatni apel Expressu o pomoc dla ciężko chorej płocczanki.
Zmieniło się też w polityce! Wójt Bulkowa spotyka się z dziennikarzami by pogadać o trudnych sprawach, w sierpeckim starostwie dokonał się przewrót, biuro prasowe płockiego ratusza przestało promować prywatne inicjatywy.
Wielu rzeczy nie jesteśmy jednak w stanie zmienić. Nie rozładujemy korków w Płocku, nie zmienimy antymedialnego nastawienia płockiej rzecznik Magdy G., czy jej współpracowników jak Sebastian D., którzy nie potrafiąc zorganizować prostej informacji, zrzucają wszystko na karb dopalaczy. Ale będziemy o trudnych sprawach pisać dalej, czy ktoś nam to będzie utrudniał czy nie. Za tydzień, we wtorek 3 listopada zapraszamy do kiosków już po dziesiąty numer Expressu Płockiego!
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 27 października 2009 r.

niedziela, 7 marca 2010

Czekając na tramwaj

- Dzieci, z czym wam się kojarzy biała chusteczka – zapytała pani na lekcji.
– Z katarem – odpowiedział Michaś.
- A dlaczego?
- Bo jak mam katar to mi mamusia daje białą chusteczkę.
– A mnie z wakacjami i wyjazdem na kolonie, bo jak wsiadam do autobusu to mamusia mi macha białą chusteczką – wyrwała się z odpowiedzią Małgosia.
– A tobie Jasiu, z czym się kojarzy biała chusteczka – pani zapytała w końcu chłopca siedzącego na końcu rzędu ławek.
- Mnie, proszę pani, biała chusteczka kojarzy się z dupą.
- Jasiu! Jak możesz? Dlaczego?
- Bo mnie, proszę pani, wszystko kojarzy się z dupą...
A mnie wszystko kojarzy się z tramwajem. Stojąc w korku w Płocku, czy to na Otolińskiej, Piłsudskiego, czy pod Petropolem myślę sobie, że wszystkim obok stanie w korku kojarzy się z tramwajem. Czekają bowiem w swych przepięknych maszynach nie tylko na zmianę świateł, ale i właśnie na tramwaj, do którego chętnie by się pewnie przesiedli.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 20 października 2009 r.

sobota, 6 marca 2010

Płock jak Princeton

Trzeba przyklasnąć lokalnym samorządowcom i akademikom, którzy chcą w Płocku uniwersytetu. Brawo za ambicje, które są na przeciwnym biegunie, niż na przykład aspiracje pewnego koncernu wobec sponsorowanego przez ów koncern zespołu kopaczy nożnych. Na świecie uniwersytety i to te najsłynniejsze mieszczą się nawet w dziesięciokrotnie mniejszych od Płocka miastach. Na przykład w takim Princeton.
O właśnie! Princeton (niegdyś Prince-Town, od prince – książe, town – miasto) ma wiele wspólnego z miastem książęcym Płock. Chociażby leży w podobnej odległości od najbliższych metropolii (Warszawa, Łódź - Nowy Jork, Filadelfia). Ale w kwestii uniwersytetu jesteśmy 250 lat za tą amerykańską osadą. Wierzę jednak, jak samorządowcy z akademikami, że da się to nadrobić w 20 lat. I kiedyś, tak jak w przeszłości w Princeton, będziemy spotykać na Tumach współczesnych nam Einsteinów.
Tylko jak tu ściągnąć autorytety, gdy dziwnym trafem na miasto książęce Płock się dotąd wypinają, wybierając np. taki Pułtusk? Podczas kilkukrotnych płockich pięciu minut w rządzie i Sejmie, niektórzy dowiedzieli się, że w kwestii uniwersytetów, poza Libią, Kubą i Koreą, obowiązują ponadnarodowe wymogi i sama przychylność ministra nic nie wskóra. Nie pomogło też zatrudnianie znajomych i pociotków królika, czy nauczycieli, na których studenci piszą donosy. Do Pułtuska dojeżdża się ze stolicy w godzinę. Może sytuacja w Płocku poprawi się po otwarciu dojazdów do nowego (w sumie starego już) mostu i budowie tramwaju do stolicy? A jest taki pomysł. Dwadzieścia lat z pewnością starczy.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 13 października 2009 r.

czwartek, 4 marca 2010

Czas ssania

Uciśnionym kierowcom poruszającym się po ulicach miasta książęcego Płock nie mogę nawet doradzić by przesiedli się na rowery. Po pierwsze bo zimno, po drugie bo ścieżek rowerowych jest tu jak na lekarstwo, po trzecie, w ścisku ulicznym i tak nie bardzo jest dla nich miejsce na jezdni i muszą się przeciskać chodnikami z narażeniem zdrowia i życia swojego i przechodniów. Niestety nie mogę też kierowcom doradzić, jak niegdysiejszy naczelnik płockiej drogówki, by używali do przemieszczania się po mieście tych ulic, po których nikt nie jeździ, bo takich już w Płocku nie ma.
Pozostaje poruszanie się per pedes, co zdrowe i dla nas i dla środowiska. Ale są i jeszcze lepsze strony! Ponoć korki samochodowe są atrybutem codziennej egzystencji w wysoko rozwiniętym i bogatym społeczeństwie. Znaczy się im więcej korków tym powinniśmy czuć się lepsi i bogatsi. Z pewnością bogatsze też będzie miasto, bo więcej spalonej w korkach benzyny, oznacza większe zyski dla producenta paliw, notującego ostatnio manko i może wreszcie jakieś od niego wpływy z podatku dochodowego dla miasta.
Brak tych wpływów dotknął już urzędników. Kolejny dip parpyl musi bowiem koncertować w Płocku już nie na rynku, a w Domu Technika i za pieniądze nie miasta, a fanklubu, na czele którego stoi miejski dyrektor. Wszyscy w urzędzie szukają też dziesięciu dużych baniek oszczędności w swoich codziennych wydatkach, co będzie dość trudne zważywszy, że do końca roku zostało nieco ponad dwa miesiące. Znaczy się, jak już musimy stać w tych korkach to włączmy ssanie, bo inaczej zginą biedacy.
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 6 października 2009 r.

środa, 3 marca 2010

Flaszka z hukiem!

Różne dziwota widziałem już w wykonaniu rzeczników prasowych. W takim Płońsku na przykład pełnomocnik prasowa burmistrza jest jednocześnie redaktorem naczelnym lokalnej gazety oraz właścicielem agencji reklamowej i nie ma to oczywiście nic wspólnego z ilością pozytywnych artykułów o burmistrzu w tej gazecie, czy liczbą zleceń z miasta dla firmy pani pełnomocnik.
W Płocku rzecznik prezydenta Magda G. redaktorem naczelnym żadnej gazety na szczęście nie jest, choć dawno, dawno temu i jej się trafiło w tym charakterze produkować wyrób prasopodobny. Ale nasza rzecznik też potrafi! W zeszłym tygodniu z kierowanego przez nią biura prasowego trafiło z rozdzielnika do prasy pismo – apel o dokonywanie przez płocczan zakupów na zupełnie prywatnym, ale konkretnym portalu aukcyjnym. Opłacany z pieniędzy podatników Urząd wspiera zupełnie prywatną inicjatywę, ale cel szczytny! By za pieniądze portalu urządzić w Płocku sylwestrową zabawę dla mieszkańców. Ktoś tu chyba przekroczył pewne granice etyki.
Proponuję inną zabawę. Zupełnie prywatny Express Płocki ma swój portal z informacjami z Płocka, Gostynina i Sierpca. Zapraszam do wpisywania komentarzy pod artykułami. Do Świąt Bożego Narodzenia policzymy, z którego miasta było najwięcej komentarzy i tam w Sylwestra niżej podpisany z autorem felietonu poniżej wypiją flaszkę. Może też z jakimś muzykiem albo dwoma, ale na pewno z hukiem!
Rafał Wereszczaka
"Express Płocki", 29 września 2009 r.

poniedziałek, 1 marca 2010

Nie wierzę

Nie wierzę w dobrowolne odejścia. Żaden Kowalski, jak mu się zaoferuje nawet milion złotych, nie da się nazajutrz położyć na Komunalnym. Swoją drogą i tak pełnym niezastąpionych. Proceder ściągnęli nad Wisłę Anglosasi, którzy szybko policzyli, że jeśli zapłacą pracownikowi za odejście roczną pensję to i tak zapłacą mniej niż mieliby mu płacić do emerytury. Z tym, że zwykle, gdy pracownik się upierał, to zostawiali go do emerytury. Pozbawiali delikwenta, co prawda, dalszych podwyżek i premii, cierpliwie czekając na autonomiczną decyzję.
Ale my nie gęsi, swoje sposoby mamy. W dodatku Polak potrafi! Szybko zmodyfikowaliśmy sposób na dobrowolne odejście „dwa papiery”. Zwykle kładzie się je przed pracownikiem w obecności co najwyżej kadrowej lub przełożonego. Pamiętajmy jednak w takiej sytuacji, że spotkanie możemy przerwać, wezwać swojego reprezentanta, nawet, kiedy nie należymy do związków, po to zyskać czas choćby na spokojnie policzenie co nam się opłaca. Bo często opłaca się wziąć ten papier z napisem „wypowiedzenie”, a potem dochodzić swojego w sądzie. Odprawka i tak się w wielu przypadkach należy, czy pracodawca tego chce, czy nie.
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 22 września 2009 r.