Skąd władze miasta wiedziały, że gdy uruchomią stok narciarski w 2010 roku trafią na tak idealną pogodę do uprawiania sportów zimowych w Płocku, jaką akurat mamy? Nie ma siły, muszą mieć poparcie tzw. Góry, bo strzał był w dziesiątkę. Aż szkoda, że jak dotąd, z inwestycji wyszła taka klapa, jak wyszła, a płocczan zbadano na okoliczność, co bardziej poprawi ich byt i samopoczucie – stok, hala sportów walki czy aqua park.
Tak, tak. Szumne zapowiedzi budowy stoku w okolicach płockiej Grabówki zakładały, że powstanie on najpóźniej w 2010 roku. Że stoku nie ma, winny oczywiście brat Ramzesa – Kryzys. Wyobraźmy sobie jednak, jak płynęłyby pieniążki z zimowego interesu i głosy w wyborach na miłościwie panujących, gdyby stok w tym roku już był. Zwłaszcza z poparciem „Góry”. A może za inwestycję wzięłaby się, któraś z okolicznych gmin. Górek gdzieniegdzie w okolicy, wbrew pozorom, nie brakuje i to dłuższych jak trzystumetrowe. Projekt już jest, można kupić w Płocku. Ale niekoniecznie.
Na przykład do Unisławia (pomiędzy Toruniem a Bydgoszczą), gdzie prywatna inicjatywa postawiła i uruchomiła bez żadnych wielkich prac ziemnych zaledwie średniej długości wyciąg, tłumy ciągną nie tylko w weekendy, ale i w normalne popołudnia. Podobnie jest pod Kielcami. Wyciągi wokół Łysej Góry trudno zliczyć. Ale to już są „góry”. Dlaczego wspominam akurat o tych miejscach? Bo nie licząc warszawskiej (nie) szczęśliwickiej górki, jest tam z Płocka najbliżej. Tych narciarzy, których z powodu kryzysu nie stać nawet na takie wycieczki pozostaje obejście się smakiem na widok takich ilości śniegów. No i głosowanie na... stok!
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 9 lutego 2010 r.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz