Przypadkowo spotkany przeze mnie dyrektor miejski wyraził zdanie, że mu się nie podoba to co napisaliśmy o nim kilka tygodni temu. – Napisaliśmy nieprawdę? – zapytałem. – Nie – odpowiedział dyrektor. - Napisaliście prawdę, ale mi się nie podoba, że piszecie o moich prywatnych inicjatywach – dodał urzędnik.
Cóż sielanka się skończyła, można by rzecz. Jak się jest urzędnikiem pewnej rangi z pensją opłacaną z pieniędzy podatników trzeba pamiętać, że również prywatne inicjatywy mogą interesować mieszkańców, potencjalnych wyborców, nie mówiąc o dziennikarzach. Taki dyrektor powinien się nawet cieszyć, że ulica się nim interesuje, a nie np. organa ścigania.
Nie rozmawiajmy jednak o gustach, bo jednemu może się podobać pewien styl pisania innemu nie, bo tak trzeba traktować wypowiedź dyrektora i wcale się nie obrażać, bo tak jak prasa ma prawo krytykować, tak i prasę też można opisać. Dobrze, żeby komunikacja działała w obie strony. Teraz czekamy na nie prywatne inicjatywy dyrektora, o których z pewnością napiszemy i jeśli będą pozytywne, to oczywiście pozytywnie.
Z drugiej strony coś mi się jednak wydaje, że ludzie życia publicznego w Płocku i w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od zegara na wieży ratuszowej odzwyczaili się od jakiejkolwiek, nawet delikatnej krytyki. Niesamowite! Gdzie jest jeszcze takie drugie miejsce w Polsce?
Rafał Wereszczaka
Express Płocki, 10 listopada 2009 r.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz